Blog > Komentarze do wpisu
Nie ma co narzekać

  /tekst przygotowany dla Instytutu Obywatelskiego/

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę w Kiszyniowie był mural. Cała szczytowa ściana budynku na drodze z lotniska do centrum zamalowana została olbrzymim graffiti, w którym dominującym elementem było słowo SOLIDARNOŚĆ. Tak, po polsku. Zmusiło mnie to do refleksji o kraju, w którym kiedyś królowie Polski mieli wiele do powiedzenia. Zacząłem więc porównywać Mołdawię do Polski.

Lubimy narzekać na nasze położenie. Najtrafniej opisuje to Andrzej Mleczko w rysunku, w którym Bóg mówi „A Polakom zrobimy kawał i umieścimy ich między Niemcami a Rosją”. A co ma powiedzieć Mołdawia? Część mieszkańców (ich liczba rośnie) chciałaby przyłączenia do Rumunii. Lewy brzeg Dniestru – z nieuznawanym dyplomatycznie Naddniestrzem – jest praktycznie pod kontrolą i kuratelą Rosji. Mołdawia nie ma też dostępu do morza. Tylko dzięki umowie z Ukrainą uzyskała skraweczek linii brzegowej Morza Czarnego – o ile dobrze pamiętam jest to… 400 metrów. Na dodatek port, który tam działa, musi ostro konkurować z rumuńskimi „kuzynami”.

Polska opozycja często podnosi lament, że z powodów ekonomicznych wyjechało z Polski ponad milion osób. Sporo, to prawda, ale w porównaniu z Mołdawią to… pikuś! Mołdawia też ma milionową diasporę. I to wcale nie w Rumunii, jakby mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Celem migracyjnym są przede wszystkim Włochy i Rosja. Skala zjawiska jest tak duża, że przekazy pieniężne od rodaków z zagranicy stanowią 25 proc. mołdawskiego PKB.

Warto przy tym pokazać proporcje. Populacja Mołdawii to zaledwie 3,5 miliona obywateli, a ponad pół miliona ma jednocześnie paszport rumuński. Dlatego właśnie dyplomaci pracujący w Kiszyniowie mówią, że jeżeli Europa nie przyjdzie do Mołdawii – na przykład poprzez ułatwienia wizowe – to Mołdawia przyjdzie do Europy. Dosłownie.

Nie ma wątpliwość, że mamy Polskę A i Polskę B. Mamy też chyba dość szeroki, polityczny konsensus, że należy zmniejszać różnice między regionami. Wykorzystujemy do tego fundusze europejskie i tzw. janosikowe. W Mołdawii dysproporcje są jednak o wiele bardziej dramatyczne.

W czasach ZSRR Mołdawia była względnie bogata, bo produkowała warzywa, owoce i wino na wielki sowiecki rynek. Zdecydowana większość przemysłu ciężkiego została tymczasem zlokalizowana w Naddniestrzu. Włącznie z jedyną elektrownią, która dostarcza energię elektryczną do całej Mołdawii. W rezultacie już ponad 800 firm z Naddniestrza zarejestrowało się w Kiszyniowie, aby móc łatwiej eksportować swe produkty do Unii Europejskiej.

Polska wkłada dużo wysiłku, by zdywersyfikować źródła energii. Pracujemy nad możliwościami importu gazu płynnego, poszukujemy gazu łupkowego, planujemy budowę elektrowni atomowej, rozwijamy energetykę odnawialną i nadal korzystamy z węgla. Tymczasem pod względem bezpieczeństwa energetycznego sytuacja Mołdawii jest wprost tragiczna. Kilkanaście lat temu sprzedano większościowe udziały w największej mołdawskiej firmie gazowej. Nabywcą był Gazprom. Jedyna elektrownia (ta w Naddniestrzu) należy do kapitału rosyjskiego. Na dodatek Rosjanie dostarczają gaz do Naddniestrza za darmo, ale jego koszt dopisują do rachunków wystawianych Mołdawii. Władze w Kiszyniowie nie mają wielkiego pola manewru, bo na arenie międzynarodowej Naddniestrze jest traktowane jak część Republiki Mołdawii.

Warto podkreślić, że Mołdawia to jeden z najlepszych członków Partnerstwa Wschodniego. Według wielu obserwatorów jest nawet prymusem. Gdy porównamy sytuację Mołdawii do Polski, to nasze prawo do narzekania gwałtownie się kurczy. A może nawet w ogóle znika?

PS 13 lutego premier Mołdawii Vlad Filat ogłosił wyjście swego ugrupowania z koalicji rządzącej, oskarżając swych koalicjantów o „oligarchizację i kryminalizację państwa”. Sojusz trzech partii rządził zaledwie od września 2009 r.

Tagi
piątek, 15 lutego 2013, kaczmarekfilip

Polecane wpisy