RSS
środa, 30 stycznia 2013
Polska, Mali – wspólna sprawa.

/Tekst przygotowany dla Instytutu Obywatelskiego/

Rząd podjął decyzję o udziale Polski w misji szkoleniowej w Mali. Nie wywołało to w Polsce wielkiej dyskusji. Niektórzy wzruszają tylko ramionami. Po prostu nie wiedzą, co o tym myśleć.  Media pasjonują się raczej tym, co robili rodzice i dziadkowie czołowych polskich dziennikarzy.  A jednak jest to sprawa ważna i rząd podjął słuszną decyzję. Dlaczego?

Od dawna powtarzam, że jeżeli chcemy odgrywać w Unii Europejskiej rolę istotnego „gracza”, to nie możemy ograniczać się wyłącznie do zaangażowania w sprawy, gdzie mamy bezpośrednie interesy. Wszyscy w Europie doskonale wiedzą dlaczego walczymy o Wspólną Politykę Rolną, politykę spójności, kwestie energetyczne czy politykę wschodnią. Nie ma w tym nic złego. Nie powinniśmy jednak wpaść w rolę „dyżurnego egoisty”. To obniżyłoby naszą skuteczność w obszarach, na których nam zależy.

Polska często odwołuje się do pojęcia solidarności. A wartość ta jest prawdziwa tylko wtedy, gdy jest dwukierunkowa. W tym przypadku nie będziemy biorcą, tylko dawcą. Wprawdzie rozmowy o misji szkoleniowej rozpoczęły się przed interwencją francuską, ale sama interwencja tylko wzmocniła argumenty za polskim uczestnictwem w misji. Co więcej – winniśmy okazać solidarność nie tylko Francji, ale również Mali. Trzeba przypomnieć, że nasz udział w europejskich funduszach, przeznaczonych na wsparcie najbiedniejszych krajów świata, nie jest imponujący – w DCI /Development Cooperation Instrument/ to 3, 1%, a w jedenastym EDF /European Development Fund / tylko 2,01%. Skoro nie jesteśmy mistrzami wsparcia finansowego, to okażmy chociaż naszą pomoc polityczną i merytoryczną.

Mali to państwo, które warto ratować przed upadkiem, przed rozpadem, przed ekstremalnymi islamistami, niszczącymi kulturę, której nie ogarniają i nie akceptują. Dżihadziści tuż przed ich wyparciem z Timbuktu spalili i obrabowali bibliotekę Ahmed Baba, w której zgromadzono największy na Saharze zbiór manuskryptów. Najstarsze z nich pochodzą z XIII wieku. Problem polega na tym, że dla radykałów wszystko, co nie jest Koranem nie ma żadnej wartości. Dżihadziści walczyli też z kulturą muzyczną, z której Mali jest znane na całym świecie. Do dziś wspominam świetny koncert Rokia Traore, który uświetnił otwarcie zmodernizowanej Sali Wielkiej w poznańskim Zamku. Na północy Mali, opanowanej przez islamistów, muzyka jest rugowana.

Obojętność Polaków w tej sprawie wynika częściowo z niewiedzy. Związki Mali z Polski nie są powszechnie znane, a wiedza o tym kraju słaba. Nawet na portalu „Gazety Wyborczej” napisano, że Timbuktu jest stolicą /naprawdę jest nią Bamako/.  Tymczasem były wieloletni prezydent Mali - Alpha Oumar Konare /prezydent w latach 1992-2002/ jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie obronił pracę doktorską w 1975. Z drugiej strony jednym z najbardziej znanych Polaków jest tam Henryk Kasperczak, który w latach 2001-2002 był selekcjonerem reprezentacji Mali w piłce nożnej. A dyscyplina ta jest tam wyjątkowo popularna. W Bamako jest betonowy pomnik …..piłki nożnej. Wielu polskich naukowców prowadziło badania w Mali – między innymi prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - Ryszard Vorbrich.

Posłowie z Mali od wielu lat są też jednymi z najbardziej aktywnych uczestników Wspólnego Zgromadzenia Parlamentarnego AKP-UE /Afryka, Karaiby, Pacyfik – Unia Europejska/. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale nie mam wątpliwości, że najbardziej wpływowym politykiem francuskojęzycznej Afryki w Zgromadzeniu AKP-UE, jest Assarid Ag Imbarcaouane. Assarid, nie zostawimy Mali!

wtorek, 29 stycznia 2013
To będzie dobry rok

/tekst przygotowany dla Głosu Biznesu/

 Niektórzy aktywiści, a nawet naukowcy wieszczą koniec kapitalizmu. Amerykański socjolog i ekonomista Immanuel Wallerstein mówi: kapitalizm nieuchronnie dobiega końca. Mam jednak dobrą wiadomość. Jestem głęboko przekonany, że koniec kapitalizmu nie nastąpi w roku 2013 r. Powiem więcej - wiele wskazuje na to, że perspektywy gospodarcze rysują się dla Wielkopolski i Polski całkiem optymistycznie.

Dlaczego można być optymistom? Mam trzy argumenty pozytywne i trzy argumenty negatywne. Po pierwsze, wbrew różnorodnym krytykom i zawistnikom, Polska naprawdę jest jedną z zielonych wysp Europy. Wzrost gospodarczy nie jest wprawdzie imponujący, ale względna siła polskiej gospodarki nie opiera się wyłącznie na wzroście. Atuty polskiej gospodarki wynikają właśnie z bardzo klasycznego podejścia do kapitalizmu - motywacji, konkurencyjności, elastyczności i dbania o rentowność.

Po drugie - perspektywy dla Polski w średnim okresie czasu są całkiem pozytywne. I to bez względu na to czy w wieloletnim planie finansowym Unii Europejskiej uda się wynegocjować 300 miliardów złotych, czy tylko na przykład 298 miliardów. Tak czy inaczej to będzie olbrzymi, ale jednocześnie niestety już ostatni tej wielkości zastrzyk dla naszej gospodarki. Tylko wyjątkowo zaślepieni politycy, którzy myślą wyłącznie o doraźnych interesach swoich partii, mogą wzywać do zawetowania tego planu finansowego. To byłby po prostu strzał we własną stopę.

Trzecia dobra wiadomość dotyczy właśnie polityków. Oddech ulgi wynika z kalendarza wyborczego. Otóż w roku 2013 nie będzie w Polsce żadnych wyborów. Wprawdzie egzotyczna koalicja PiS/SLD chce w Poznaniu doprowadzić do referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta, ale moim zdaniem ten bezpłodny związek nie osiągnie sukcesu. Grzechem pierworodnym tej dziwacznej koalicji jest właśnie jej niespójność i niezdolność do zaproponowania pozytywnego scenariusza, np. kandydata na nowego prezydenta. Wielkopolanie nie lubią politycznych awantur bez szans na konstruktywny wynik.

Gospodarce będzie sprzyjało również to, że negatywne zjawiska i tendencje, które ujawniły się, nie zdążą przybrać jeszcze rozmiarów groźnych dla biznesu. Co mam na myśli? Mam narastające poczucie, że w przyszłości źródłem kłopotów naszej gospodarki będzie katastrofalna sytuacja demograficzna. Bardzo się cieszę, że premier Donald Tusk chce, aby rok 2013 był rokiem rodziny. To krok w dobrym kierunku. Na trwałe efekty trzeba będzie jednak trochę poczekać. Oby się udało. To będzie miało ważne znaczenie dla gospodarki.

Poważnym wyzwaniem dla wielkopolskiego i polskiego biznesu jest niski stopień innowacyjności. Gospodarka nie upadnie z tego powodu natychmiast, ale jeżeli nie zwiększymy innowacyjności, to za kilka lat będziemy mieli poważne problemy. W wymiarze globalnym konkurencyjność całej Europy zależy od tego czy uda się rzeczywiście, a nie tylko deklaratywnie, zbudować gospodarkę opartą na wiedzy. Dodatkowym warunkiem będzie zagwarantowanie skutecznej ochrony własności intelektualnej. Na szczęście nowe fundusze europejskie będą bardziej promowały projekty związane z innowacjami. Rok 2013 będzie rokiem przygotowania do nowych programów, nowych zasad i nowych funduszy. Warto ten czas dobrze wykorzystać.

W roku 2013 nie powinniśmy też doświadczyć kryzysu walutowego. Debata o ewentualności wprowadzenia euro w Polsce rozkręca się powoli. Na tyle powoli, że widać wyraźnie, że rząd nie zdecyduje się na ten ryzykowny krok, dopóki nie będzie miał przekonania, że kłopoty strefy euro zostały definitywnie zażegnane. W efekcie realizowana jest taktyka sugerowana przez laureata nagrody Nobla /1976r./ z ekonomii Miltona Friedmana /zmarł w 2006 r./, który na pytanie, kiedy Polska powinna wejść do strefy euro, odpowiedział - wtedy, gdy będzie się Jej to opłacało.

Mam też nadzieję, że Sylwester 2013 r. będzie wyjątkowo udany, bo będzie ostatnim dniem obowiązywania podwyższonej stawki VAT-u. To pozwoli na rozpoczęcie roku 2014 w wyśmienitym nastroju, ale o tym napiszę za rok.