RSS
sobota, 23 lutego 2013
E-booki nie mogą być rarytasem, bo przestaniemy czytać w ogóle

/Tekst przygotowany dla portalu naTemat/

Ponad połowa Polaków w ogóle nie czyta. Sposobem na zmianę tej sytuacji mogłoby być obniżenie VAT na e-booki, czego nie przewiduje dyrektywa unijna. Trzy tygodnie temu informowałem o tym, że składam w tej sprawie interpelację do Komisji Europejskiej. Odpowiedź, jaką dostałem nie zadowala mnie i nie mam zamiaru odpuścić tej sprawy.

Trzy tygodnie temu, gdy skierowałem pytanie do Komisji Europejskiej, obiecałem miłośnikom książek, tych tradycyjnych, jak i elektronicznych, że jak tylko dostanę odpowiedź poinformuję o niej w blogu naTemat.


Odpowiedź przyszła. Wynika z niej, że Komisja dostrzega problem nierównowagi w opodatkowaniu VAT książek w wersji papierowej (tu VAT wynosi 5 proc.) i książek w wersji elektronicznej (23 proc). Jest on rezultatem traktowania sprzedaży e-booków jako sprzedaży usług. Państwa mogą stosować w przypadkach przewidzianych w prawie UE stawkę obniżoną VAT, m.in. na książki, ale traktowane jako towary. Natomiast taka możliwość nie dotyczy usług.Rzecz istotna - Komisja zapowiada reformę systemu działania podatku VAT i zajęcie się tym problemem. Jednakże co wynika wyraźnie z odpowiedzi, nie jest ona zdolna określić, na tym etapie, jakie konkretne rozwiązania zostaną przyjęte.


Odpowiedź taka zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje. Zdaję sobie sprawę, że ogólnoeuropejska reforma systemu VAT nie będzie łatwa. Komisja obawia się, że niektóre państwa mogą wykorzystywać Internet do tego, by podebrać innym państwom sprzedaż książek elektronicznych. To jednak niewystarczające argumenty, szczególnie w kontekście słabych wyników czytelnictwa i w dobie coraz większych wyzwań dotyczących ochrony środowiska naturalnego. Do tego trzeba zauważyć, że po taką książkę sięgają najczęściej uczniowie, studenci, a oni do bogatych nie należą.


Będę naciskał na Komisję we wszelki możliwy sposób, aby przyspieszyła pracę nad tym projektem i jak najszybciej przedstawiła konkretne rozwiązanie dla Europejczyków. Czytelnicy w całej Europie mają prawo do tańszych e-booków, a urzędnicy Komisji mają obowiązek proponowania takich rozwiązań, które będą życie obywatelom ułatwiać.

23:11, kaczmarekfilip
Link Dodaj komentarz »
Wolny handel lekarstwem na kryzys?

/Tekst przygotowany dla portalu NaTemat/

Polskie autobusy na ulicach Nowego Jorku, polskie części do aut wykorzystywane w amerykańskich warsztatach samochodowych, polskie jachty pływające wzdłuż wybrzeży Kalifornii, polskie meble w amerykańskich salonach i polskie wyposażenie AGD w amerykańskiej kuchni. Z drugiej strony możliwość zakupu w Polsce bez cła amerykańskich aut, ubrań, komputerów i elektroniki. Brzmi nieprawdopodobnie? Porozumienie pomiędzy UE a USA w sprawie stworzenia strefy wolnego handlu może to zmienić.

USA były w 2011 roku dla Polski 15-tym partnerem w eksporcie oraz 9-tym w imporcie. Główne grupy towarowe w polskim eksporcie do USA obejmują: urządzenia elektryczne i mechaniczne (1,1 mld USD, udział 31%), pojazdy, statki powietrzne, jednostki pływające i ich elementy (0,5 mld USD, 13,2%), wyroby różne, w tym głównie meble (0,4 mld USD, 10,0%), produkty mineralne (0,3 mld USD, 8,6%). W imporcie z USA do Polski dominujące pozycje towarowe to: urządzenia elektryczne i mechaniczne (1,5 mld USD, udział 32%), wyroby przemysłu chemicznego (0,8 mld USD, 16%), przyrządy i aparaty optyczne (0,5 mld USD,11%), produkty mineralne (0,4 mld USD, 8,2%). Ograniczenie barier handlowych pomiędzy UE a USA może sprawić, że wymiana handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską znacząco się rozwinie.


Ma rację Adam Smith pisząc w „Bogactwie Narodów”: „To, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa. Jeżeli obcy kraj chce nas zaopatrzyć w jakiś towar taniej, niż my sami możemy to uczynić, lepiej ów towar nabyć za jakąś część wyrobów naszego własnego przemysłu, który z kolei produkuje to, w czym my mamy przewagę nad innymi krajami”. W dobie obecnego kryzysu stwierdzenie Smitha jest równie aktualne jak kilkaset lat temu.


Powyższą prawdę przypomnieli sobie liderzy światowej polityki. Dziś Wielkie Imperium Brytyjskie już nie istnieje. Obecnie największą światową gospodarką jest Unia Europejska, a zaraz po niej Stany Zjednoczone. Jak widać kryzys może mieć też pozytywne skutki, bo skłania do myślenia i motywuje działania.

Wspólne oświadczenie prezydenta USA Baracka Obamy, przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuy’a i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso wywołało falę optymizmu po obu stronach Atlantyku. Porozumienie, jeśli dojdzie do skutku, będzie przełomem nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale również politycznego.


Przewodniczący Barroso słusznie zauważył, że porozumienie w tej sprawie będzie oznaczać utworzenie największej na świecie strefy wolnego handlu. Ożywienie handlowe między dwiema największymi gospodarkami świata może przynieść ogromne korzyści, od pobudzenia wzrostu gospodarczego, po spadek cen, bezrobocia i zadłużenia państw członkowskich Zjednoczonej Europy. Niezwykle istotne znaczenie w nowym porozumieniu będzie miała nie tyle redukcja ceł, co ograniczenie pozacelnych barier handlowych oraz harmonizacji regulacji i standardów, np. bezpieczeństwa żywności czy testów produktów farmaceutycznych. Wiadomo już, że najtrudniejsze rozmowy będą na temat rolnictwa, a w szczególności na temat GMO.

Nie będą to łatwe negocjacje. Według optymistów potrwają do 2014 r., ale trzeba działać szybko, bo jak radził laureat ekonomicznej nagrody Nobla Milton Friedman, odrodzą się obrońcy status quo. Zwolennicy protekcjonizmu, producenci podający pseudoargumenty o „nieuczciwej konkurencji”. Jeszcze jeden głos będzie ważny. Głos konsumenta. Będzie on konkurował z głosami grup, dbających o interes przemysłu czy pracowników. Ponownie odwołam się do Adama Smitha, gdyż opisał to bardzo celnie: „W każdym kraju interes wielkiej masy ludzi polega i musi na tym polegać - aby kupowali rzeczy potrzebne od tych, którzy je sprzedają najtaniej. Twierdzenie to jest tak oczywiste, że śmieszna wydaje się konieczność jego udowadniania. (...) pod tym względem interes kupców i fabrykantów przeciwstawia się bezpośrednio interesom wielkich mas ludności”.


Czy warto utrzymywać bariery handlowe i ograniczać dostęp produktów amerykańskich do naszego rynku w imię protekcjonizmu? Pamiętajmy, że to nie bariery ograniczające import przyczyniają się do „być, albo nie być” polskiego producenta. Każdy z nas codziennie, dokonując zakupów, wybiera produkt polski lub importowany i to my konsumenci w akcie wyboru decydujemy o sukcesie lub porażce rynkowej dóbr lub usług, kierując się ich ceną i jakością.

Gdy wybuchnie dyskusja polityczna wokół powstania strefy wolnego handlu pomiędzy UE a USA pamiętajmy również, że Stany Zjednoczone są największym rynkiem importowym świata (wartość amerykańskiego importu, zgodnie ze statystykami udostępnianymi przez U.S. Bureau of Economic Analysis, ogółem na koniec grudnia 2011 r. wynosiła 227.6 miliardów USD). Polska znajduje się na 51 miejscu na liście krajów eksportujących towary na amerykański rynek. Ograniczenie barier handlowych może spowodować, że polscy producenci oferujący relatywnie tanie i dobre jakościowo produkty czy usługi mają szansę na wykrojenie z tego tortu o wiele większego kawałka niż obecnie.

 

23:02, kaczmarekfilip
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lutego 2013
Nie ma co narzekać

  /tekst przygotowany dla Instytutu Obywatelskiego/

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę w Kiszyniowie był mural. Cała szczytowa ściana budynku na drodze z lotniska do centrum zamalowana została olbrzymim graffiti, w którym dominującym elementem było słowo SOLIDARNOŚĆ. Tak, po polsku. Zmusiło mnie to do refleksji o kraju, w którym kiedyś królowie Polski mieli wiele do powiedzenia. Zacząłem więc porównywać Mołdawię do Polski.

Lubimy narzekać na nasze położenie. Najtrafniej opisuje to Andrzej Mleczko w rysunku, w którym Bóg mówi „A Polakom zrobimy kawał i umieścimy ich między Niemcami a Rosją”. A co ma powiedzieć Mołdawia? Część mieszkańców (ich liczba rośnie) chciałaby przyłączenia do Rumunii. Lewy brzeg Dniestru – z nieuznawanym dyplomatycznie Naddniestrzem – jest praktycznie pod kontrolą i kuratelą Rosji. Mołdawia nie ma też dostępu do morza. Tylko dzięki umowie z Ukrainą uzyskała skraweczek linii brzegowej Morza Czarnego – o ile dobrze pamiętam jest to… 400 metrów. Na dodatek port, który tam działa, musi ostro konkurować z rumuńskimi „kuzynami”.

Polska opozycja często podnosi lament, że z powodów ekonomicznych wyjechało z Polski ponad milion osób. Sporo, to prawda, ale w porównaniu z Mołdawią to… pikuś! Mołdawia też ma milionową diasporę. I to wcale nie w Rumunii, jakby mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Celem migracyjnym są przede wszystkim Włochy i Rosja. Skala zjawiska jest tak duża, że przekazy pieniężne od rodaków z zagranicy stanowią 25 proc. mołdawskiego PKB.

Warto przy tym pokazać proporcje. Populacja Mołdawii to zaledwie 3,5 miliona obywateli, a ponad pół miliona ma jednocześnie paszport rumuński. Dlatego właśnie dyplomaci pracujący w Kiszyniowie mówią, że jeżeli Europa nie przyjdzie do Mołdawii – na przykład poprzez ułatwienia wizowe – to Mołdawia przyjdzie do Europy. Dosłownie.

Nie ma wątpliwość, że mamy Polskę A i Polskę B. Mamy też chyba dość szeroki, polityczny konsensus, że należy zmniejszać różnice między regionami. Wykorzystujemy do tego fundusze europejskie i tzw. janosikowe. W Mołdawii dysproporcje są jednak o wiele bardziej dramatyczne.

W czasach ZSRR Mołdawia była względnie bogata, bo produkowała warzywa, owoce i wino na wielki sowiecki rynek. Zdecydowana większość przemysłu ciężkiego została tymczasem zlokalizowana w Naddniestrzu. Włącznie z jedyną elektrownią, która dostarcza energię elektryczną do całej Mołdawii. W rezultacie już ponad 800 firm z Naddniestrza zarejestrowało się w Kiszyniowie, aby móc łatwiej eksportować swe produkty do Unii Europejskiej.

Polska wkłada dużo wysiłku, by zdywersyfikować źródła energii. Pracujemy nad możliwościami importu gazu płynnego, poszukujemy gazu łupkowego, planujemy budowę elektrowni atomowej, rozwijamy energetykę odnawialną i nadal korzystamy z węgla. Tymczasem pod względem bezpieczeństwa energetycznego sytuacja Mołdawii jest wprost tragiczna. Kilkanaście lat temu sprzedano większościowe udziały w największej mołdawskiej firmie gazowej. Nabywcą był Gazprom. Jedyna elektrownia (ta w Naddniestrzu) należy do kapitału rosyjskiego. Na dodatek Rosjanie dostarczają gaz do Naddniestrza za darmo, ale jego koszt dopisują do rachunków wystawianych Mołdawii. Władze w Kiszyniowie nie mają wielkiego pola manewru, bo na arenie międzynarodowej Naddniestrze jest traktowane jak część Republiki Mołdawii.

Warto podkreślić, że Mołdawia to jeden z najlepszych członków Partnerstwa Wschodniego. Według wielu obserwatorów jest nawet prymusem. Gdy porównamy sytuację Mołdawii do Polski, to nasze prawo do narzekania gwałtownie się kurczy. A może nawet w ogóle znika?

PS 13 lutego premier Mołdawii Vlad Filat ogłosił wyjście swego ugrupowania z koalicji rządzącej, oskarżając swych koalicjantów o „oligarchizację i kryminalizację państwa”. Sojusz trzech partii rządził zaledwie od września 2009 r.

Tagi
czwartek, 14 lutego 2013
E-booki nie mogą być rarytasem, bo przestaniemy czytać w ogóle.

 

/Tekst przygotowany dla portalu naTemat/

Ponad połowa Polaków w ogóle nie czyta. Sposobem na zmianę tej sytuacji mogłoby być obniżenie VAT na e-booki, czego nie przewiduje dyrektywa unijna. Trzy tygodnie temu informowałem o tym, że składam w tej sprawie interpelację do Komisji Europejskiej. Odpowiedź, jaką dostałem nie zadowala mnie i nie mam zamiaru odpuścić tej sprawy.

Trzy tygodnie temu, gdy skierowałem pytanie do Komisji Europejskiej, obiecałem miłośnikom książek, tych tradycyjnych, jak i elektronicznych, że jak tylko dostanę odpowiedź poinformuję o niej w blogu naTemat.


Odpowiedź przyszła. Wynika z niej, że Komisja dostrzega problem nierównowagi w opodatkowaniu VAT książek w wersji papierowej (tu VAT wynosi 5 proc.) i książek w wersji elektronicznej (23 proc). Jest on rezultatem traktowania sprzedaży e-booków jako sprzedaży usług. Państwa mogą stosować w przypadkach przewidzianych w prawie UE stawkę obniżoną VAT, m.in. na książki, ale traktowane jako towary. Natomiast taka możliwość nie dotyczy usług.


Rzecz istotna Komisja zapowiada reformę systemu działania podatku VAT i zajęcie się tym problemem. Jednakże co wynika wyraźnie z odpowiedzi, nie jest ona zdolna określić, na tym etapie, jakie konkretne rozwiązania zostaną przyjęte.


Odpowiedź taka zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje. Zdaję sobie sprawę, że ogólnoeuropejska reforma systemu VAT nie będzie łatwa. Komisja obawia się, że niektóre państwa mogą wykorzystywać Internet do tego, by podebrać innym państwom sprzedaż książek elektronicznych. To jednak niewystarczające argumenty, szczególnie w kontekście słabych wyników czytelnictwa i w dobie coraz większych wyzwań dotyczących ochrony środowiska naturalnego. Do tego trzeba zauważyć, że po taką książkę sięgają najczęściej uczniowie, studenci, a oni do bogatych nie należą.


Będę naciskał na Komisję we wszelki możliwy sposób, aby przyspieszyła pracę nad tym projektem i jak najszybciej przedstawiła konkretne rozwiązanie dla Europejczyków. Czytelnicy w całej Europie mają prawo do tańszych e-booków, a urzędnicy Komisji mają obowiązek proponowania takich rozwiązań, które będą życie obywatelom ułatwiać.