RSS
środa, 23 marca 2011
Przyjaciel Polski i Poznania

Bardzo się cieszę, że prezydenci Węgier i Polski spotkali się dziś w Poznaniu. Pal Schmitt to wypróbowany przyjaciel Polski i Poznania. Był przewodniczącym węgierskiej delegacji w naszej grupie politycznej w Parlamencie Europejskim. Zawsze mogliśmy liczyć na jego poparcie w sprawach ważnych dla Polski. Gdy poprosiłem go otwarcie w Brukseli wystawy o Poznańskim Czerwcu 1956 roku zgodził sie z entuzjazmem.

Na otwarciu wystawy 27 czerwca 2006 r. powiedział między innymi: As /.../ my fellow-Member, Filip Kaczmarek have said, the June events in Poznan provided a great inspiration to Hungarians who stood up in a heroic Revolution against their communist rulers and against the Soviet Union only 4 months later, in October. And we should also remember today the historic solidarity and friendship between our two countries. Throughout our tumultuous history, Poles and Hungarians have been friends for centuries. As the popular saying goes in both countries, "Polish - Hungarian, two friends, together they fight their battles and drink their wine." (lengyelül kiejtve: Polak - Wenger dwa bratanki, ido slabi, ido sklanki") And so it is our duty today to remember these historic similarities, to remember the strong solidarity between our nations, and to drink a glass of wine together to honour the memory of the heroes of 1956. 

Oprawę muzyczną uroczystości zapewnił zresztą węgierski zespół Sturcz Quartet z Budapesztu, który zagrał melodie polskie i węgierskie.

Na zdjęciu od prawej: Jozsef Szajer, Pal Schmitt, Grzegorz Ganowicz i ja

17:37, kaczmarekfilip
Link Dodaj komentarz »
Pieniądze w błocie i darmowa antyreklama

Poznań ma wiele atutów i uroku. Niestety marketing miasta, jego promocja jest bardzo słaba, jeżeli nie beznadziejna. Miejscy urzędnicy, odpowiedzialni za promocję chwalą się, że miasto wspiera sektory kreatywne. Prawda jest taka, że oni sami podchodzą do swych obowiązków w sposób "kreatywny". Decydują się na uczestniczenie w projektach niezwykle dziwnych, śmiesznych, a czasami wręcz żenujących. Szkoda tylko, że za owe nieszczęśliwe próby płacimy olbrzymie kwoty. W ten sposób wszyscy razem płacimy za marketingowe buble.

Miasto Poznań zdecydowało się promować na przykład /za bodajże 600.000 złotych/ ...trawę na Stadionie Miejskim. Pamiętacie Państwo to mało życzliwe dla innych miast hasło - A nam rośnie trawa! Kilka miesięcy po tej "kreatywnej" akcji okazuje się, że trawa wcale nie rośnie, że trzeba było ją wielokrotnie zmieniać, dopłacać, doświetlać, wentylować itd. Poprawiło to wizerunek, wzmocniło markę? Nie, wręcz przeciwnie. Przyniosło wstyd i zażenowanie. Spin doktorzy Ryszarda Grobelnego zapomnieli o tym, że dobra promocja musi opierać na ...prawdzie. Inaczej to żadna promocja, tylko propaganda.

Równie kreatywne, a raczej autokompromitujące, są niektóre akcje promocyjne podejmowane na poziomie europejskim. Miasto wydało w ubiegłym roku kilkaset tysięcy złotych na promocję obejmującą m.in. akcję "Letnie obietnice". Firma, która wykonywała ten karkołomny projekt, zwróciła się do mnie o złożenie letniej obietnicy ...22 września. To się nazywa wyczucie czasu! Choć, trzeba przyznać, że formalnie był to ostatni dzień lata. Jeszcze lepsze jest to, że urzędnik miejski zapowiadał publiczne rozliczenie posłów do Parlamentu Europejskiego z rzekomych /niezłożonych/ obietnic już na początku ...sierpnia.

Inna historia. Miasto Poznań na całoroczne reklamy w wydawnictwach In Your Pocket wydaje 18 tys. złotych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wydawnictwo to wydało anglojęzyczny przewodnik po mieście, w którym „lokalnymi bohaterami” Poznania są między innymi ...naziści. Błędy się zdarzają, ale zaskakujące było tłumaczenie urzędników, po ujawnieniu tej wpadki przez dziennikarzy. Otóż brzmiało ono tak: To jest błąd, który popełniło wydawnictwo. Nie odpowiadamy za treść ,... Miasto wydaje zatem 18 tysięcy i nie wie, jak bardzo kontrowersyjna będzie treść zapisów o mieście Poznaniu.

Zasadniczym problemem miejskiej promocji są dwa zjawiska. Pierwsze polega na tym, że często jest to mniej lub bardziej ukryta promocja aktualnej władzy, a nie miasta jako takiego. Drugie zjawisko, które nie mogłoby występować w promocji biznesowej, to fakt, że przez całe lata nie mierzono skuteczności działań promocyjnych. Nawet nie próbowano tego robić. Jednym argumentem wyjaśniającym przyjęcie takiej postawy było to, że rezultaty promocji są trudne do zmierzenia. Czy to jest poznańska porządność, czy to jest gospodarne - wydawać wiele milionów złotych bez jakiejkolwiek wiedzy czy wydatki te mają sens? Nie - chyba, że tak naprawdę chodzi o inny sens niż przeciętnemu mieszkańcowi się wydaje. Wszystko wskazuje na to, że prawdziwym celem działań promocyjnych nie jest wcale promocja miasta. To tylko środek do osiągania innych celów. Byłoby miło gdyby władze miasta lub inne organy państwa ujawniły jakie cele są realizowane za pieniądze podatników.

Prezydent Grobelny obraża się na tych, którzy wytykają błędy popełnione przy budowie Stadionu Miejskiego. To przejaw filozofii działania sprzecznej z podstawowymi zasadami demokracji. Zresztą prezydent Poznania zdaje się nie rozumieć tych zasad. Prezydent nie jest prywatną osobą, nie wydaje prywatnych pieniędzy. Taka postawa władz to antyreklama miasta Poznania. Z tym, że ta antyreklama jest za darmo. Kibice i podatnicy mają pełne prawo pytać dlaczego trawa nie rośnie, dlaczego UEFA ogranicza liczbę widzów, dlaczego Stadion nie jest ubezpieczony, dlaczego jest brudny, dlaczego nie ma odpowiedniej ochrony, dlaczego zarabia na nim wiele osób i podmiotów, ale nie jego publiczny właściciel? Sporo ważnych pytań jak na obiekt, o którym powinniśmy według Ryszarda Grobelnego, milczeć.

 

17:12, kaczmarekfilip
Link Dodaj komentarz »